Hoi!
Możnaby również powiedzień "Salut!", gdyż w krajach Beneluksu używa się zarówno Niderlandzkiego, jak i Francuskiego. Dlaczego to miałoby mieć znaczenie dla czytelnika? Trudno powiedzieć. Miało to jednak znaczenie dla uczniów klas 4d2 i 4c, którzy pod opieką pani Dyrektor Joanny Wojtynek, Pani Pyrsch, oraz wychowawczyń Pani Wojciechowskiej i Pani Kasprzak autokarem przemierzyli malownicze tereny Belgii i Holandii.
Pierwszym z miast na mapie podróży była Bruksela, której to zwiedzaniem zaczął się sześciodniowy rajd. Spacer przez Brukselę prowadził przez miejsca ważne pod kątem zarówno przeszłości jak i teraźniejszości, gdyż objął teren od budynków Administracji Europejskiej po najbardziej flagowe i reprezentacyjne punkty związane z historią miasta. Zwiedzanie na pusty żołądek jest jednak mordęgą, więc nie zabrakło oczywiście szansy na spróbowanie lokalnych frykasów, czyli frytek belgijskich (NIE francuskich, co każdy z Belgów żarliwie podkreśla), gofrów i kultowej czekolady, które w Bukseli można znaleźć na każdym rogu. Amsterdam jest miastem, którego historia ściśle powiązana jest z płynącą przez niego rzekę Amstel.
Uczniowie zapoznali się więc z miastem z dwóch perspektyw: z drewnianego pokładu barki przemierzającej kanał głównej arterii Amsterdamu, oraz z kamiennych uliczek poprowadzonych między odrobinę pokrzywionymi kamieniczkami.
Po obowiązkowym zapoznaniu się z zasadami bezpieczeństwa na drogach rowerowych opanowanych przez (zwykle spokojnych, z wyłączeniem okresu poruszania się rowerem) Holendrów. Tak to uczniowie zwiedzili historyczną część miasta. Również wtedy nie obeszło sie bez wypróbwania lokalnych przysmaków, czyli frytek (które Holendrzy woleliby nazwać holenderskimi, a nie belgijskimi) i Stroopwafli zalanych karmelem.
Po odwiedzeniu Rijksmuseum - największego muzeum w Holandii, w którym uczestnicy wycieczki poszukiwali dzieł Rembrandta i Van Gogha poukrywanych wśród dzieł innych holenderskich mistrzów, każdy miał okazję przywdziać fartuch kucharski, aby nauczyć się jak własnoręcznie zrobić Stroopwafle i ewentualnie je udekorować (chociaż mówi się, że zalanie holenderskiego Stroopwafla belgijską czekoladą to kontrowersyjny temat). Nie doświadczy się jednak danego państwa w pełni jedynie klucząc po stolicy. Na planie wycieczki znalazły sie również Skansen Zaanse Schans, miejscowość Volendam i Utrecht. Każde z tych miejsc nawiązywało do innego z walorów Holandii, które nie tylko jest krajem tulipanów, ale i pól uprawnych, sprytnych rozwiązań inżynieryjnych, handlu, sztuki i... tulipanów⚘.
Trudno stwierdzić, czy panorama skansenu charakterystyczna przez swoje historyczne wiatraki i pola uprawne oddaje charakter tego kraju lepiej niż eleganckie miasto uniwersyteckie, lub malownicze miasteczko rybackie. Pocztówka z Holandii, musiałaby obowiązkowo przedstawiać wiatraki, rowery, tulipany, najlepiej na tle odrobinkę pokrzywionych kamieniczek odbijających się w wodach rzek przepływających przez miasta Wenecji Północy. Jednym jest jednak dostać pocztówkę, a innym zobaczyć obrazy z widokówek na żywo, lub ewentualnie przez obiektyw aparatu.
Doei, lub au revoir!

























































































